Życie bez cierpienia

Budda powiedział, że oświecenie to kres cierpienia. W rzeczy samej, nic dodać nic, nic ująć. Problemem jest to, że można odnieść wrażenie, że bardzo niewielu ludzi rozumie te zdanie.

Człowiek współczesny, żyjący w świecie przeładowanym bodźcami, rozrywkami, obowiązkami, informacjami i zdarzeniami również, podświadomie przynajmniej, dąży do oświecenia. Niestety, ponieważ zna jedynie świat pokazywany mu przez rodziców, nauczycieli w szkole, księży i innych kaznodziejów oraz wszechobecne media elektroniczne za brak cierpienia uważa stan, który można zdefiniować jako stan zapomnienia.

Brak cierpienia utożsamiany jest przez większość ludzkości jako stan braku odczuwania negatywnych emocji. Aby utrzymać się w takim stanie, człowiek dostarcza sobie bodźców, które uważa za przyjemne. Robi to w takich dawkach, że jego umysł faktycznie nie ma okazji skupić się na wydarzeniach życiowych, które są „nieprzyjemne”. Gdy człowieka spotyka coś, co wywołuje w nim „negatywne” emocje, stara się on o tych emocjach zapomnieć.

Przyjrzyjmy się kilku przykładom.

Śmierć w naszej kulturze traktowana jest jako trauma najwyższych lotów. Zdecydowana większość ludzi nie wie, w jaki sposób reagować na odejście matki, ojca, dziecka czy męża/żony. Jest to zdecydowanie niesłuszne podejście, gdyż śmierć jest najważniejszym wydarzeniem życia. Tymczasem, tu na Ziemi, w takim momencie człowiek pogrąża się w rozpaczy. Cierpi. Cierpi niewyobrażalnie. Jest to konsekwencja niezrozumienia, czym jest śmierć i czym jest życie. Emocje, które są takim samym bodźcem jak wzrok, słuch czy intuicja, zamiast posłużyć do głębszego poznania siebie i swojego wnętrza, stają się panem i władcą człowieka – przejmują nad nim całkowitą kontrolę. Naturalnie, każdy człowiek podświadomie dąży do oświecenia – czyli do stanu, w którym cierpienia po prostu nie ma (taki jest cel ewolucji). Człowiek stara się zapomnieć o traumie rzucając się w wir pracy, nadużywając alkoholu czy narkotyków albo szybko próbuje zastąpić lukę po zmarłej osobie czymś innym – najczęściej inną osobą, która niekoniecznie będzie katalizatorem rozwoju. W przypadkach skrajnych człowiek jest tak owładnięty cierpieniem, że nie jest zdolny do jakiegokolwiek działania.
Innym przykładem może być rozpad małżeństwa. Mechanizm jest bardzo podobny do powyższego – jest to w końcu utrata bliskiej osoby, ale w tym przypadku, często dochodzi jeszcze element urażonej dumy (Ego). Egotycznemu umysłowi taki stan rzeczy nie odpowiada. Radzi więc sobie w taki sam sposób jak w przypadku opisanym powyżej, dodatkowo często próbując poniżyć byłego partnera/partnerkę. Na płaszczyźnie fizycznej objawia się to szykanami w stosunku do eksmęża/żony, sprawami rozwodowymi i szukaniem „pocieszenia” w ramionach przypadkowych osób, które zupełnie nie współgrają z jego konstrukcją energetyczną.

Kluczem do zrozumienia cierpienia jest zrozumienie jego źródła. Praprzyczyną traumy nie są wydarzenia, których podobne jak powyższe przykłady można mnożyć. Jest nim egotyczny umysł. Umysł, a w zasadzie pełna identyfikacja z własnymi myślami i emocjami.
Człowiek nie jest swoimi myślami i swoimi emocjami. Tak jak ciało pełni dla uszy rolę „skafandra” do doświadczania rzeczywistości materialnej, tak umysł i jego złożoność są dlań systemem operacyjnym, dzięki któremu możemy nawiązywać relacje i tworzyć społeczeństwa. Niestety, na Ziemi, mamy do czynienia z sytuacją gdzie urządzenia przejęło kontrolę nad użytkownikiem. Wcielająca się w człowieka Istota zapomina kim jest. Poplątany świat zależności naszym umysłów jest odzwierciedleniem poplątanego świata zależności występujących w naszej cywilizacji. Jest to świat, w którym ludzie próbują zdominować drugiego a sukces mierzony jest ilością dóbr materialnych, które udało się skomasować oraz władzą, jaką sprawują nad jak największą ilością ludzi. Podobnie w umyśle – sukces, czyli „szczęście” mierzone jest ilością zdarzeń przyjemnych i ich stosunkiem do ilości zdarzeń nieprzyjemnych. Jest to całkowite postawienie na głowie idei Bycia.

Człowiek oświecony to taki człowiek, który wie, że życie, świat oraz jego osobowość i jej doświadczenia są bardziej filmem czy iluzją niż realnym, prawdziwym światem. Świadomość świadka, która jest celem wszystkich technik medytacyjnych, od zwykłej koncentracji na oddechu po techniki zmieniające treści umysłu, jest perspektywą, która zbliża nas do naszej własnej esencji i do zrozumienia, że rzeczy dzieją się nie po to aby przeżywać w nieskończoność emocje, ale po to aby nauczyć się owe emocje przepuszczać i istnieć niezależnie od nich. Życie i reinkarnacja to ewolucja. Nauka nie identyfikowania się z samym sobą służy temu, aby gdzieś, kiedyś, połączyć się ze Źródłem, które jest Absolutem – czyli (o ile można o Tym powiedzieć coś pewnego) ma perspektywę totalną.

Przebywanie w stanie perspektywy świadka (stan Tu i Teraz) jest holograficznym odzwierciedleniem w istnieniu pojedynczej Istoty/Duszy tego czym Absolut jest dla Wszechświata – obserwatorem, który choć nie zaangażowany w funkcjonowanie tego jest jednocześnie jego czynnym kreatorem.

Na poziomie egzystencji ziemskiej, oświecony człowiek nie jest zaangażowany emocjonalnie i intelektualnie w typowe dla tej planety przeciąganie liny i życie traumami i przyjemnościami. Może wydawać się on obojętny na utratę bliskiej osoby lub inne wydarzenia, które u „normalnego’ człowieka wywołują wieloletnie lub życiowe traumy. Tymczasem jest on kreatorem swojej własnej rzeczywistości a poszczególne bloki zdarzeniowe swojego życia traktuje i widzi jako lekcje mające na celu jego własny wzrost – mówiąc po ludzku, czuje Byt i absolutną Miłość Istnienia.


Brak komentarzy: